6 maja 2016

Wiem, widziałam na fejsie


Ona przefarbowała włosy. Ktoś wyjechał i miał okazję zobaczyć gdzieś tam - coś tam. Z kolei tamta jednak się zaręczyła, a on kupił sobie nowe auto. Ona studiuje tu i tam, ten będzie miał następne dziecko. Wyskakuje powiadomienie, że ona ma dziś urodziny. Natomiast on czuje się przygnębiony i jakiś jego kumpel próbuje wyciągnąć go na piwo. Ona po raz trzeci w tygodniu zmieniła zdjęcie profilowe, a jeszcze inną znów wkurzył szef. On właśnie poszedł do siłowni, ktoś inny właśnie zakończył związek, a oni obchodzą piątą rocznicę ślubu.

SPOTKANIE PO LATACH 
Załóżmy, że spotykam na ulicy koleżankę, z którą nie widziałam się parę długich lat. Od razu łapię się na tym, że jedynym dla mnie zaskoczeniem jest to, że nie czuję zaskoczenia, ale zaraz przypominam sobie, że przecież fejsbuk na bieżąco informował mnie o zmianie jej wyglądu zewnętrznego. Nie wiem, więc czy dobrze zabrzmi: Ale się zmieniłaś, więc po prostu zaczynam głupio i nerwowo się uśmiechać. Poza tym widziałam status, że wybiera się w rodzinne strony, więc nie pytam bezsensownie, co tutaj robi.
Rozmowa jakoś się nie klei, przestępuję z nogi na nogę i obmyślam w głowie plan szybkiej i bezbolesnej ewakuacji. Nie wiem, o czym mam rozmawiać z osobą, o której wiem praktycznie wszystko. Co minutę ciśnie mi się na usta: Wiem, widziałam na fejsie. To przypadkowe spotkanie jest dla mnie katorgą w najczystszej postaci. Serio! Wszystkie pytania, które mam ochotę zadać kończą się widokiem  fejsbukowych statusów znajomej (czyt. gotowych odpowiedzi).
Czuję jak gigantyczny głaz opada z serca, z hukiem na ziemię, gdy ona wreszcie stwierdza, że musi lecieć. Ogarnia mnie jednak panika, gdy dodaje, żebyśmy się jeszcze zdzwoniły i spotkały. W drodze do domu wymyślam sto tysięcy wymówek, bo wiem doskonale, że do kolejnego spotkania na pewno nie dojdzie... 

Zastanawiam się nad sensem tego wszystkiego.  Jak to ja: analizuję, rozkładam na czynniki pierwsze i dopisuję kolejny minus posiadania Facebooka. Nie wiem, o czym mam rozmawiać z ludźmi. Czekają mnie zjazdy szkolne, które istnieją przecież po to, żeby porozmawiać o tym, co w naszym życiu uległo zmianie; jak nam się wiedzie. Oczywiście znam osoby, z którymi będę mogła o tym pogadać bez świadomości, że już od dawna o czymś wiem. Te osoby albo nie mają konta na Facebooku, albo ich aktywność jest znikoma. I wiesz co? Cholernie cieszę się na spotkanie z nimi, bo wiem, że moje zaskoczenie czy radość będą autentyczne i spontaniczne; bo będę mogła swobodnie z nimi rozmawiać.
A póki co, drżę na samą myślą o spotkaniu z osobą z dawnych lat, która na fejsie pokazuje mi całe swoje życie... 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.