28 kwietnia 2016

Jestem uzależniona! Nie ratować

Otwieram oczy i biorę głęboki wdech, bardzo głęboki. Przewracam się na drugi bok i staram się na nowo zasnąć, ale oczywiście już mi się to nie udaje. W mojej wybudzonej ze snu głowie tłucze się tylko jedna myśl: Muszę napić się kawy. Wstaję, więc powoli i z zamkniętymi oczami, po omacku idę w stronę kuchni, obijając się o drzwi i ściany. Sięgam po mój ukochany kubek i wsypuję dwie czubate łyżeczki brązowego proszku. Woda w czajniku już się gotuje. Siadam na kuchennym krześle i wbijam bezmyślne spojrzenie w stół. Następnie zalewam kawę, dodaję kilka kropel mleka i zaczynam pić mój magiczny płyn. Kolejny dzień właśnie się zaczął.

PRZED
Ludzie próbujący dogadać się ze mną zanim wypiję pierwszą kawę, to po prostu szaleńcy. Uwierz: NIGDY nie zapamiętam tego, co do mnie mówisz, jeśli nie dostarczę mojemu organizmowi porannej dawki kofeiny. To zupełnie tak, jakbyś mówił do mnie po chińsku, z którego absolutnie nie rozumiem ani słowa. Pamiętaj! Słyszę Cię, ale nie słucham. Tak jak pijany z trzeźwym nigdy się nie dogada, tak Ty ze mną też nie ;)
Jestem naprawdę pełna podziwu dla ludzi, którzy nie potrzebują kawy do życia. Chodzą od rana po świecie uśmiechnięci i pełni energii. Żartują, ich twarz promienieje i w ogóle zachowują się tak jakby wygrali w lotka. Nie mam pojęcia, jak to jest możliwe, bo ja nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez mojego ukochanego gorącego kubka kawy i porannego papierosa. Nie i koniec :)

A BYŁO TO TAK
Już jako małe dziecko lubiłam kawę. Pamiętam szczeniackie lata, gdy będąc na wakacjach u Dziadków zakradałam się o świcie do letniej kuchni i upijałam trochę tego ciemnego płynu z Babcinego kubka. To były moje pierwsze eksperymenty z kofeiną. Czułam się taka dorosła, bo przecież obserwując rodzinę widziałam, że kawę spożywali tylko ludzie w wieku moich rodziców czy Dziadków. Później nastąpiła kilkunastoletnia przerwa i do mojej dawki energii wróciłam dopiero w szkole średniej, gdzie okazała się ona niezbędna do tego, żebym jakoś funkcjonowała (szczególnie z rana).
No i wiadomo... ostatni etap to studia, na których zakochałam się w kofeinie na Amen. Porządną dawkę wypijałam szczególnie w trakcie sesji, bo nagle okazywało się, że muszę zrobić kilkanaście rzeczy jednocześnie, na które brakowało mi sił i energii. Przygotowywanie prezentacji, pisanie prac zaliczeniowych, znikoma nauka do egzaminów, przepisywanie notatek itp. To wszystko wymagało czasu i energii, więc żeby to wszystko ogarnąć piłam po kilka(naście) kaw dziennie.

KOFEINOHOLICZKA
Zbyt duża dawka kawy jest niezdrowa, tak jak zbyt duża dawka wszystkiego, więc nie potrzebuję przypomnienia ;) Mogłabym żłopać ją litrami, bez ograniczeń.
Jej nadmiar wywołuje niepokój, lęk, rozdrażnienie, a nawet zaburzenia rytmu serca (...) Kofeina powoduje też zwiększoną utratę wapnia z organizmu, co sprzyja rozwojowi osteoporozy.
(Girczys-Połedniok Katarzyna. Kawa czy herbata. Charaktery 2015,nr.4,s.52)
No i zdarza mi się często przesadzić. Zwłaszcza wtedy, gdy dzień jest byle jaki i w żaden sposób nie potrafię się obudzić. Kawa wtedy leje się do mojej paszczy wręcz strumieniami. Eh, czy tylko ja cierpię na kawoholizm?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.